Rozważanie

 

Spójrz z nieba i popatrz ze swojego świętego, wspaniałego przybytku! Gdzież jest Twoja żarliwość i Twoja moc? Iz 63,15

Lament proroka

Fragment z Księgi Izajasza jest lamentem, skargą proroka/grupy proroków skierowaną do Boga, wyrażeniem żalu, że pozwolił on Izraelowi odwrócić się na pięcie. Ileż trzeba doświadczyć szykan, aby od poszukiwania winy w sobie dojść do stwierdzenia, że to Stwórca nie utrzymał przy sobie ludu. Że dał mu zbyt dużą wolność. Nie hamował, nie łajał.

Warto tu wspomnieć, że księga Izajasza powstawała na przestrzeni około 200 lat. Nie jest zatem dziełem jednego autora, ale całej grupy. Wspólny dla wszystkich jej przedstawicieli jest fakt, że przez cały wspomniany okres Izrael był uciskany przez różne mocarstwa. Księga wskazuje na przyjście Pomazańca, co jednak miało nastąpić kolejnych kilkaset lat później.

Widzimy zatem, że doświadczeniem każdego z autorów są dziesięciolecia, jeśli nie setki lat podległości innym narodom. Był to czas doznawania mniejszych lub większych szykan. Na pewno bolesny był fakt niemożności sprawowania kultu ofiarniczego w Jerozolimie i tęsknota za nią w okolicznościach wygnania.

W tych warunkach prorok skarży się Bogu na Niego samego. Pyta – jak mógł do tego dopuścić. Dlaczego nie wyhamował autodestrukcyjnych zapędów ludu wybranego.

Prawda o nas

Powyższy kontekst Izraela rozumiany jako kara za odejście od Jahwe i wszelką nieprawość. Prorok zarzuca Bogu, że wstrzymał się od działania i nie zwrócił skutecznie uwagi ludowi na jego bezbożność i głupotę.

Brnąc w grzechu często jesteśmy krótkowzroczni i nie zauważamy długofalowych konsekwencji naszego postępowania. Kiedy przychodzi kryzys spowodowany grzechem – myślimy: Boże, jaki byłem głupi, dlaczego mnie nie powstrzymałeś? To podobna postawa do tej wyrażonej w dalszych fragmentach Izajasza. Częściej jednak próbujemy się usprawiedliwiać – bo nie wiedzieliśmy, bo okoliczności, bo kto mógł się spodziewać itd. Jesteśmy mistrzami w wybielaniu się, w samousprawiedliwianiu. Z ogromnym trudem zdobywamy się na wyznanie – Boże, dlaczego nie zareagowałeś na moją głupotę?

Bóg nie trzyma nas na smyczy

Kiedy spaceruję z moim psem, rzadko mogę uwolnić go z krępującej wolność linki. Zazwyczaj próbuje uciekać lub sroży się na inne psy udowadniając za wszelką cenę, że park to jego własność. Śmieję się często, że rozumu trzeba u niego szukać z mikroskopem.

Inaczej jest z Bogiem. On zna nasze myśli i uczucia. Choć zachowujemy się czasem, jakby nastąpił ich zanik, to Bóg nie ogranicza naszej wolności. Nie gwiżdże przywołująco i nie skraca smyczy. Wyposażył nas w to, co konieczne do samodzielności, dorosłości, podejmowania odpowiedzialności. Tylko, że my niekoniecznie chcemy o tym pamiętać. Refleksja przychodzi stosunkowo późno. Choć nie trzeba specjalnych narzędzi, by odnaleźć skomplikowaną aparaturę ulokowaną pomiędzy naszymi uszami, to potrafimy się zachowywać tak, jakby była ona zbędnym i ponadstandardowym wyposażeniem.

Idąc za myślą Augustyna z Hippony, Bóg zdaje się mówić – kochaj i rób, co chcesz. My często słyszymy tylko drugą część tego zdania zapominając, że miłość do Boga, bliźniego i siebie warunkuje wszystko inne.

Ratunek z zewnątrz

U Izajasza mowa jest wielokrotnie o Pomazańcu, który ma przyjść i zmienić beznadziejną rzeczywistość.  To się w końcu dzieje w wydarzeniu wcielenia. Bóg jednak znowu działa szanując wolność człowieka. Jezus nie zmusza nie nakłania na siłę. Zaprasza, ale nie wywiera presji. Kilkusetletnie oczekiwanie na Mesjasza znajduje swoje zwieńczenie w niepozornej mieścinie, gdzieś na jej peryferiach. Nie jest to wydarzenie wydające się mieć kolosalne znaczenie dla ludzkości. A jednak…

Możemy permanentnie tkwić w sytuacji podobnej do zniewolenia i podległości ludu Bożego – na własne życzenie. Możemy też sięgnąć po alternatywę – zwrócenie się ku Dziecku, które wszystko zmienia i czyni nowym. Ono już przyszło i przyjdzie ponownie. Czy chcemy go oczekiwać ?

ks. Wojciech Pracki