Rozważanie

Ufajcie, ja jestem nie bójcie się!  Mt 14,27b

Jezus zapewnia bezpieczeństwo

                Samoobjawienie Boga

Biblijna opowieść o Jezusie chodzącym po morzu wcale nie ma na celu ukazania Go jako superbohatera posiadające super moce. Nie chodzi tu o wskazanie na fakt, że Jezus nie podlega prawom fizyki i nie tonie w wodach wzburzonego jeziora Genezaret nazywanego inaczej morzem Galilejskim.

Jezus kazał przeprawić się uczniom na drugi brzeg. Sam został jeszcze by rozproszyć pięciotysięczny tłum, który wcześniej nakarmił. Uczniowie musieli walczyć z przeciwnym wiatrem, zmagać się z siłami natury. Byli już zmęczeni. W postaci kroczącej po wodzie nie rozpoznali Mistrza. Myśleli, że to zjawa. Jezus wypowiada w tym momencie słowa cytowane powyżej. Każe zaufać uczniom. Używa sformułowania ja jestem (gr. ego eimi). Nie chodzi mu tylko o wskazanie na siebie jako przywódcy zlęknionych uczniów. W Nowym Testamencie ta formuła wypowiadana przez Jezusa występuje wielokrotnie. Ego eimi to dokładnie to samo, co Jestem, Który Jestem – zatem chodzi o Boże Imię objawione Mojżeszowi na Horebie podczas pierwszego spotkania. Odpowiedź Jezusa  z jednej strony ma ułatwić uczniom rozpoznanie Nauczyciela. Z drugiej – ma pozwolić na zapanowanie nad strachem. Nie musza się bać, bo Pan z nimi jest, bo są zaopiekowani przez prawdziwego i jedynego Boga. Jezus objawia im swą boską moc nie tyle  w fakcie chodzenia po wodzie, co w prostym komunikacie.

Uczniowie wątpią

To ich jednak nie przekonuje. Piotr oczekuje intensywniejszego potwierdzenia – Jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie Mt 14,28b. Zachowanie Piotra jest dość zaskakujące. Jeszcze poprzedniego wieczoru razem z pozostałymi uczniami dzielił między tłumy kilka chlebów i ryb. Ludzi było sporo, jednak znikoma ilość pożywienia wystarczyła dla wszystkich. Ponadto zebrano jeszcze sporo okruchów. Piotr musiał wyczuwać entuzjazm nasyconej gromady, która zastanawiała się nad obwołaniem Jezusa królem. Sam musiał być pod wrażeniem cudu. Uczniowie zapewne chcieli zadać Jezusowi szereg pytań- sami zafascynowani Jego działaniem. Na to jednak brakło czasu. Mistrz wyprawił uczniów w podróż, zapewne, żeby nie przyczyniali się do wzmocnienia intronizacyjnych tendencji wśród ludu. Sam rozproszył tłum i wspiął się na górę by się modlić. Ale też pewnie dlatego, by uchronić się przed eksplozją popularności, którą właśnie wywołał.

Uczniowie w łodzi musieli dyskutować na temat tego, co miało miejsce kilka godzin temu. Sami pewnie byli skłonni uznać Jezusa królem. W trakcie podróży musieli jednak skupić się na czymś innym. Przeciwny wiatr kazał wytężać siły przy wiosłach. Byli już zmęczeni. Zapewnienie nadchodzącego Jezusa – ja jestem – im nie wystarczyło. Piotr domagał się bardziej przekonujących dowodów. Wiemy jak to się skończyło.

Ty jesteś Synem Bożym

To wyznanie wypowiedziane przez świadków chodzenia po wodzie. Dziwi, że wypowiedziane w wyniku dość dramatycznych okoliczności. Ukazuje ono jednak ludzką naturę tak skłonną do wyrażania wątpliwości w Boże działanie. Często, jak Piotr domagamy się cudu, czegoś, co nie jest możliwe, by zyskać potwierdzenie działania i istnienia Bożego. Uczniowie mieli tych cudów „na pęczki” a mimo to wątpili. Zapewniali Jezusa o trwaniu przy nim, po czym opuścili go w Getsemane.

Wszystko zaczęło kształtować się w innym świetle po zesłaniu Ducha Świętego. Opuścił ich strach, pokonali bariery swego lęku i konsekwentnie zaczęli dawać świadectwo o Jezusie. Więzienia, chłosta, tortury i inne niedostatki nie były w stanie odwieść ich od pewności że Jezus, którego poznali jest Chrystusem – Mesjaszem.

Historia o burzy na morzu i wątpliwościach wiary powinna być bliska nam wszystkim. Kto z nas nie zadaje pytań? Kto z nas nie ma choćby cienia wątpliwości? Ponad tym wszystkim powinna być jednak ufność i pewność, że gdy Jezus mówi – ego eimi , to możemy czuć się uspokojeni, nawet w czasie najgorszej życiowej burzy i zawieruchy. Amen.

ks. Wojciech Pracki